It is one of the least respected A-Levels. They may be viewed as more vocational and less suited for traditional academic pursuits. #8. Leisure Studies. Leisure Studies is sometimes seen as a less respected A-level subject due to its focus on the study of recreational activities and leisure management.
Co 7 lat w niczego nie spodziewającym się mieście ma miejsce turniej. Królewska rozgrywka pomiędzy 30 najlepszymi zabójcami na świecie. Ostatni, który pozostanie w turnieju wygra 10 milionów dolarów w gotówce, oraz otrzyma tytuł numeru 1 wśród płatnych morderców. Tytuł ten podnosi za sobą cenę za usługi jego właściciela do
Równolegle kilku płatnych zabójców szykuje się do podróży w przeszłość, aby zabić wskazaną grupę ludzi. Wśród nich jest jeden z hersztów pozaziemskich oddziałów, które dziś eliminują życie na Ziemi. Ofiara nie ma pojęcia, jaki los zgotuje współmieszkańcom planety. Czas trwania: 87 min. Więcej.
Wirtuoz. Pojedynek zabójców Z lektorem pl polskim (2021)Roku Thriller w stylu kina noir. Zawodowy zabójca jest zawsze opanowany, skrupulatny i działa z morderczą precyzją. Wirtuoz, jak sam o sobie mówi, pewnego dnia otrzymuje od swojego mentora najtrudniejsze zadanie w dotychczasowej karierze.
5. Proces klubu płatnych zabójców. 6. Ile kosztuje 12 lat w więzieniu za niewinność. 7. Zagadka kryminalna związana z napadem na jubilera w Galerii Bałtyckiej. Kończymy w kawiarni, gdzie opowiem Ci ciąg dalszy, pokażę materiały zw. z tematem, zdjęcia, filmy.
6999 osób zostało zamordowanych w Kolumbii w 2009 roku przez płatnych morderców - poinformowała w poniedziałek tamtejsza policja. "W 2008 roku odnotowaliśmy 16.140 morderstw, a w 2009 15.
Noc zabójców Oglądaj Online Cały film Dzieci mają tendencję do oddalania się i gubienia, napędzając najgorszy koszmar rodziców. Te ciężkie próby mogą później posłużyć jako materiał anegdot, ale w momencie ich wystąpienia kłopoty są bardzo realne.
O gorącej atmosferze lat 90, głośnej sprawie „klubu płatnych zabójców” i prawdziwym obrazie życia trójmiejskich gangsterów, opowiada Krzysztof Wójcik, autor książki „Mafia na Wybrzeżu”.
Witam w tym odcinku zobaczycie PANI CIPRIANI NASYŁA NA NAS PŁATNYCH ZABÓJCÓW!!! GRAND THEFT AUTO LIBERTY CITY STORIES #5 Zachęcam do pozostawienia like i m
Film jest pełen napięcia, akcji i zwrotów akcji. Fincher tworzy wiarygodny i brutalny obraz świata płatnych zabójców, gdzie nikomu nie można ufać i gdzie każdy może być celem. Scenariusz Andrew Kevin Walkera (który współpracował już z Fincherem przy Siedmiu) oparty na komiksie Nolenta jest inteligentny i zaskakujący.
puC4. O tym, że płatni zabójcy jak najbardziej istnieją, mogliście się przekonać czytając nasze poprzednie artykuły o prawdziwych zamachach oraz ludziach parających się tym fachem w przeszłości. Dziś zajmiemy się kwestią tego, jak rzeczywiście wygląda praca cyngla. Czy bohater serii gier Hitman odnalazłby się w realnym świecie? „Czyściciele” muszą oczywiście utrzymywać swoją pracę w tajemnicy. Jednakże grupa badaczy z Birmingham City University opublikowała w 2014 roku pracę The British Hitman: 1974-2013 na łamach czasopisma naukowego Howard Journal of Criminal Justice. Praca ta to prawdziwa kopalnia wiedzy na temat tego jak wygląda praca ludzi, którym płaci się za pozbawianie życia innych. O to kilka najważniejszych wniosków płynących z owej publikacji. Średni wiek i płeć Najmłodszy, złapany zabójca miał jednak 15 lat Statystycznie osoby będące częścią tej „grupy zawodowej” to mężczyźni w okolicach 38 roku życia. Najmłodszy, złapany zabójca miał jednak 15 lat, a najstarszy 63. Pozbycie się kogoś jest dość tanie. Standardową sumą, jaką trzeba było zapłacić za usługi cyngla w UK w latach 1974-2013 było 15,180 funtów. W 1994 roku zdarzyło się, że ktoś zapłacił aż 100,000 funtów za zlecenie zabójstwa. Najniższą sumą było zaś 200 funtów, które zabójca wydał potem na kapelusz. Trochę to zaskakujące, jak na fakt, że za ów czyn grozi w Wielkiej Brytanii przynajmniej 20 lat więzienia. Kiedy i gdzie? Najczęściej do wykonania zlecenia dochodziło… we wtorek Najczęściej do wykonania zlecenia dochodziło… we wtorek. Jeżeli przeżyjecie ten dzień tygodnia, możecie czuć się szczęśliwcami. Żaden ze sprawców nie potrafił jednak wytłumaczyć tej prawidłowości. Najbardziej pracowitymi miesiącami w tej branży okazały się marginalnie marzec, maj oraz lipiec. Badacze sądzą jednak, że to tylko przypadek. Zabójstw dokonywano najczęściej, gdy ofiara szła do pracy, na zakupy bądź spacerowała ze swoim psem. Zapomnijcie o ciemnych alejkach i innych typowo hollywoodzkich miejscach zbrodni. Do większości morderstw dochodzi na przedmieściach. Bardzo często sprawca i jego cel mieszkali w swoim sąsiedztwie. Jak? Jeżeli ktoś zapłaciłby komuś za zabicie ciebie, drogi czytelniku, to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że zostaniesz zastrzelony. Możesz też zginąć w wyniku pobicia. Mniej popularnymi metodami pozbawienia kogoś życia okazało się dźgnięcie nożem oraz uduszenie. Profesjonaliści niezmiernie rzadko sięgają po inne metody. Prawda jednak zwykle wychodzi na jaw… …a winni temu są sami zabójcy. Większość z tych, którzy odsiadują wyroki w brytyjskich więzieniach, sama doprowadziła do swojego schwytania. Wspomniany wcześniej 15-latek - Santre Sanchez Gayle – rozpowiadał wszystkim o swoich dokonaniach. 63-letni David Harrison wycinał z prasy każdy artykuł na temat dokonanej przez siebie zbrodni, trzymał przy sobie 26 tys. funtów w banknotach, a do tego nosił ze sobą komórkę wszędzie – nawet gdy śledził swoją ofiarę. Większość płatnych zabójców wpada z uwagi na własną głupotę i niedopatrzenia. Większość schwytanych zabójców to jednak tylko „nowicjusze” Badania zespołu z Birmingham wykazały, że brytyjscy płatni zabójcy dzielą się na cztery typy: novice (nowicjusz), dilettante (dyletant), journeyman (czeladnik) i master (mistrz). Najczęściej wymiar sprawiedliwości dosięga przestępców zaliczanych do dwóch pierwszych kategorii. Najmniej zaś wiemy o tych ostatnich. Jednakże jak pokazują historie Richarda Kuklinskiego czy Alexandra Solonika także i oni wypływają gdzieś prędzej, czy później. Ciekawostka W 2004 roku w polskich więzieniach przebywało około 150 skazanych, których oskarżono o zabójstwo za pieniądze. Agent 47 kontra Rzeczywistość Agent 47 to romantyczna wersja płatnego zabójcy. Wzorowana bardziej na hollywoodzkiej wizji niż prawdziwym życiu. Nic z resztą dziwnego. Gra, w której spędzasz tydzień na obserwacji ofiary po to, aby zastrzelić ją na spacerze z psem i następnie wpaść, bo nie wyłączyłeś komórki byłaby prawdopodobnie mniej ciekawa niż to, co nam zaprezentowano. Warto jednak zdawać sobie sprawę, jak owa profesja wygląda w prawdziwym życiu i mieć świadomość, że gra to tylko fikcja mająca dostarczyć nam rozrywki. To teraz wracajcie do grania w paryską misję z najnowszej odsłony przygód łysego agenta z wytatuowanym kodem kreskowym! Krzysztof Pielaszek - wieloletni fan komiksów i gier przygodowych. Z zawodu historyk (pracę dyplomową pisał z propagandy PRL w komiksach) oraz archeolog. Uwielbia podróżować, a także odkrywać zapomniane perełki komiksowe. Możecie kojarzyć go, chociażby z tekstów publikowanych na blogu
Płatni zabójcy chowają broń do kabury, wyciągają wędki i jadą nad morze. Tam w wolnym czasie rozprawiają się z sopocką mafią, spacerują gdyńskim bulwarem i zwiedzają gdański port. To polska odpowiedź na "Wakacje w Rzymie", czyli filmowa podróż Pasikowskiego do Trójmiasta z "Reichu". Tym razem w naszym cyklu przyglądamy się filmowi z Bogusławem Lindą i Mirosławem Baką, w którym panowie dowiadują się, czym jest przedmiotowa miłość i męska, bezwarunkowa przyjaźń. Za miesiąc pokażemy z kolei trójmiejskie wątki w serialu "Czterej pancerni i pies". "Reich" w całej swojej okazałości i z zachowaniem wszystkich niezbędnych detali wpisywał się w reżyserski styl swego twórcy. Władysław Pasikowski po raz kolejny więc skorzystał ze starannie przez lata wypracowanego przepisu na mocne, męskie kino, dbając jednocześnie o obowiązkową równowagę pomiędzy ekranową przemocą a miłością. Siódmy w reżyserskiej karierze film Pasikowskiego opowiadał o dwójce zaprzyjaźnionych kontraktowych zabójców, którzy trudy stresującej pracy mieli zrekompensować sobie sielankowym wypadem nad polskie morze. Sopot nie dał im jednak zapomnieć choć na chwilę o świecie bez skrupułów, wypełnionym przemocą, fałszywymi sojusznikami i złymi kobietami. Wakacje gangsterówNadmorski kurort Pasikowski wykorzystał w dwojaki sposób. Z jednej strony skupił się na eksponowaniu największych walorów turystycznych Sopotu. Standardowo więc dominowały kadry z zatłoczonym Monciakiem, romantycznie ogranym deptakiem i obowiązkowym Grand Hotelem (dziś Sofitel Grand Hotel). Aczkolwiek w tym ostatnim przypadku filmowcy wyjątkowo wysilili się nieco i, co rzadko spotykane w polskich filmach czy serialach, uchwycili hotel z perspektywy lotu ptaka. Pojawiający się w siódmej minucie filmu kadr otwiera tym samym polską część "Reichu" (początkowo akcja dzieje się w Berlinie). Sopot w kamerze Pasikowskiego to jednak również siedlisko snobistycznych playboyów, znarkotyzowanych małolatów hasających po lokalnych dyskotekach i przeraźliwie naiwnych nastolatek z niskim IQ. Paradujący dumnie z upchanym w spodnie białym t-shirtem Bogusław Linda nie mógł odkleić się od lepkich rąk zafascynowanych dziewczyn. Dziś tak "wystrojony" mógłby oblać niejeden test na dresscode w sopockich klubach. W latach 90. (bo wtedy toczy się akcja "Reichu") na luzie i z nonszalancją w głosie zamawiał "sto absolutu z colą", po czym beztrosko czarował piękną Aleksandrę Nieśpielak (w roli Oli), przyznając z rozbrajającym uśmiechem: "Jak jestem pijany, to nabieram blasku". Ot, cały Boguś. Zobacz także: Nocne kluby i dyskoteki. Tak w Trójmieście imprezowano w latach 90. Sopot gangsterski...Sopockiego blasku w "Reichu" próżno jednak było szukać wraz z rozwojem fabuły. Alex (Linda) i Andre (Mirosław Baka) nadziewają się na lokalnych gangsterów, których wyraźnie zaintrygował nowoczesny samochód należący do przyjaciół. Otwarta konfrontacja na sopockim parkingu kończy się dość przewidywalnie. Złodziejską rękę wyciągniętą po cudzą własność Mirosław Baka boleśnie prostuje za pomocą młotka, zaś Linda pewnym "mięsistym" słowem "wyprasza" spłoszonych bandytów. W tym momencie zawiązuje się kluczowa dla losów Andre i Alexa akcja, bowiem stłamszeni przestępcy to nie przypadkowi amatorzy niemieckich aut, a sługusy lokalnego szefa mafii, Wieśka (Krzysztof Pieczyński). Sopockie wakacje dla głównych bohaterów właśnie się skończyły, zanim na dobre się zaczęły. Miejscowych mafiosów Pasikowski sportretował dość powierzchownie i zgodnie ze stereotypowym wizerunkiem polskiego bandziora z lat 90. Gangsterzy, mimo sopockiego lansu, lubią narzucić na siebie niezobowiązujący dresik, sprytem i erudycją nie grzeszą, przyłożyć potrafią nie tylko wrogom, ale i kobietom. Wydaje się jednak, że przede wszystkim kochają... siedzieć. Bynajmniej nie w więzieniu, a głównie w "Fantomie" - jednej z najbardziej znanych, nie tylko w Trójmieście, dyskotek. Kojarzony z długi godzinami otwarcia lokal ściągał do swoich wnętrz najróżniejsze środowiska. Według miejscowych opowieści, pod koniec ubiegłego stulecia głównie interesował tzw. półświatek przestępczy, co skrzętnie wykorzystał w swoim filmie sam Pasikowski. Ekranowe zbiry przesiadują więc w ogródku "Fantoma", prowadząc swego rodzaju "burzę mózgów" i próbując wymyślić skuteczny sposób na pozbycie się nieproszonych gości w osobach Alexa i Andre. Bogata historia "Fantoma" zakończyła się całkiem niedługo po premierze filmu (2001). W 2004 roku otwarto w tym miejscu "Euforię", która nie była jednak w stanie nawiązać do tradycji poprzednika, a wśród gości niespecjalnie wywoływała tytułowy stan uniesienia. ... i Sopot romantycznyJak to w filmie Pasikowskiego bywa, solidne męskie kino akcji trzeba przełamać wyrazistym wątkiem miłości. Alex romansuje więc w sopockich dyskotekach z dziewczyną Wieśka, Olą (Aleksandra Nieśpielak), zaś Andre sięga po młodszy model, a właściwie modelkę - Iwonę (debiutująca na ekranie Julia Rzepecka). Ta perspektywa odkrywa nieco bardziej romantyczną odsłonę Trójmiasta. Na sopockim molo, w świetle gwiazd i na tle Grand Hotelu niezbyt wylewny twardziel Alex otwiera swe złożone wnętrze przed kochanką, wdając się w mało zrozumiałe dysputy filozoficzne. Andre jest bardziej praktyczny i woli konkrety. Swojej wybrance serca pokazuje więc głównie hotelowe pokoje, choć znajduje czas na spacer Bulwarem Nadmorskim w Gdyni czy wizytę w sopockiej restauracji "Pod Strzechą", gdzie para zresztą nawiązuje bliższą znajomość. W gdańskim porcie jak na Dzikim ZachodzieW "Reichu" dominuje naturalnie Sopot, niewielki epizod znajduje Gdynia, finał zaś należy do Gdańska. Miłośnicy filmowych pocztówek z Żurawiem, Dworcem Głównym czy Motławą w tle będą jednak zawiedzeni. Pasikowski zabiera swoich bohaterów do mało wykorzystywanej w kinie przestrzeni - to na nabrzeżu Basenu Górniczego dochodzi do punktu kulminacyjnego, czyli strzelaniny sopockich gangsterów z dwójką głównych postaci. I choć niecodzienny filmowy plener bardzo dobrze spełnił swoje zadanie i dodał uroku przygotowanej scenie, to sposób jej nakręcenia jest na tyle katastrofalny, że o wszelkich walorach widz nie jest w stanie pamiętać. Lista popełnionych błędów i niedociągnięć jest tak długa, że mogłaby z powodzeniem przebić objętość końcowych napisów. Finałowa sekwencja stanowiła zresztą dość gorzkie podsumowanie fatalnie skręconych strzelanin w "Reichu", których równie fatalnym uzupełnieniem były sztampowe dialogi żywcem wyciągnięte z miłosnego poradnika dla nastolatków i przedziwna kreacja, w której większość filmu przechadzał się Baka (kultowa już kurtka z dziwacznymi frędzlami rozwiewanymi przez nadmorską bryzę).Polak zamiast NiemcaMało brakowało, a aktor Teatru Wybrzeże wcale nie miałby okazji tak oryginalnie wystroić się na ekranie. Pierwotnie rola Andre napisana była pod Tila Schweigera, Niemca, którego polska publiczność pamiętała z "Bandyty" Macieja Dejczera. Gdy ten jednak z projektu zrezygnował, Pasikowski zaproponował Mirosława Bakę, z którym już wcześniej współpracował na planie "Demonów wojny według Goi". Postać Andre i występ w "Reichu" z pewnością w jakimś stopniu zwiększyły rozpoznawalność Baki wśród polskiej publiczności filmowej i otworzyły furtkę do kolejnych kreacji na wielkim ekranie, nie tylko na lokalnej scenie przeklętyTego samego nie można było już powiedzieć o Władysławie Pasikowskim, którego krytycy i widzowie niemal zlinczowali za "Reich". Film został fatalnie przyjęty i okazał się klapą, aczkolwiek ściągnął do kin dość sporą publikę. Do standardowych w przypadku tego reżysera zarzutów o ekranowy szowinizm i eskalację przemocy dołączyła krytyka sztucznych dialogów, kiepskiego scenariusza i wspomnianych już kwestii realizacyjnych poszczególnych scen. Filmu nie byli nawet w stanie uratować nieźli aktorzy (szczególnie Linda i Pieczyński) oraz świetna ścieżka dźwiękowa Tomasza Stańki uzupełniona utworami Tomasza Lipińskiego, znanego z Brygady Kryzys i grupy Tilt. Zwolenników "Reichu" mimo tego nie brakuje. Koneserzy doceniają prowincjonalny urok produkcji, zachwycają się świetną rolą Bogusława Lindy i jego nieśmiertelnymi powiedzonkami, które po 15 latach wciąż odżywają, głównie za pośrednictwem serwisu YouTube. O sobie z kolei nie za bardzo przypominać chciał sam Pasikowski, który po "Reichu" na długie lata zrezygnował z reżyserowania filmów. Wrócił dopiero 11 lat później, w 2012 roku "Pokłosiem", rok później wyreżyserował "Jacka Stronga". W międzyczasie stworzył też serialowego "Glinę". Do "Reichu" wracał kilka razy w wywiadach, podkreślając, że film... jest jego ulubionym w reżyserskiej karierze. Tej opinii zapewne przyklasnęłoby sporo osób, szczególnie tych, które wciąż z rozrzewnieniem wspominają łowiącego ryby w Bałtyku Lindę i stojącego obok Bakę. Oczywiście w obowiązkowej kurtce z frędzlami.
Jeśli oglądaliście zwiastun filmu „Polar” bądź czytaliście nowelę graficzną wydaną przez Dark Horse Comics pod tym samym tytułem, to mniej więcej wiecie czego się spodziewać po najnowszym filmie spod szyldu Netflix Original. To nie ta sama liga co „John Wick”, choć filmy te łączą podobne postaci i schematy fabularne. Z filmami Quentina Tarantino też nie ma co porównywać. Ale mimo tego, gdy już zaakceptujemy fakt, że mamy do czynienia z niskobudżetowym kinem klasy B w formacie telewizyjnym, to „Polar” jest w stanie całkiem udanie zabawić widownię. O ile oczywiście gustujecie w pełnych krwi i brutalności historiach o płatnych zabójcach. Punkt wyjścia „Polar” wcale nie jest taki zły. Na tle innych tego typu historii wypada wręcz interesująco. Organizacja przestępcza, która zatrudnia najbardziej niebezpiecznych i skutecznych płatnych zabójców na świecie, postanawia złamać jedną ze swoich żelaznych zasad. Gdy pracujący dla nich mordercy kończą 50 lat, przechodzą na emeryturę, a wówczas mafia musi wypłacić im pieniądze, które ci zgromadzili przez lata współpracy. Przeważnie są to kwoty idące w miliony dolarów. Zamiast więc je wypłacać, firma wynajmuje innych zabójców, by ci „sprzątnęli” niewygodnych kolegów po fachu. Wtedy kasa będzie mogła zostać tam, gdzie – jak niektórzy twierdzą – jest jej miejsce. Kiedy jednak przychodzi kolej na Duncana Vizlę, znanego jak Black Kaiser, sytuacja dramatycznie się możecie sobie sami dopowiedzieć, nawet bez oglądania filmu. I pewnie niewiele się pomylicie. Ale, na dobrą sprawę, tu nie chodzi wcale o wymyślną fabułę, nieoczekiwane zwroty akcji, ani wielkie kreacje aktorskie. „Polar” to niezobowiązujące kino akcji, które dostarcza prostą rozrywkę, podaną na tyle bezpretensjonalnie i z wyraźnym przymrużeniem oka, że można na nim spędzić w miarę udane 2 godziny. Reżyser, Jonas Åkerlund, świadom komiksowego i specyficznego rodowodu tej opowieści, sprawnie bawi się formą i operowaniem przemocą na ekranie. „Polar” nie ma oczywiście tej samej wizualnej maestrii oraz kapitalnej ścieżki dźwiękowej co „John Wick. Brak mu też formalnej wirtuozerii pierwszego „Kingsmana” czy choćby „Kick-Assa”. To, co najwyżej, młodszy i uboższy brat powyżej wymienionych. Co nie oznacza, że brak tu efektownych scen. Wprawdzie żadna sekwencja pojedynków czy strzelanin raczej nie zapadnie wam w pamięć na dłużej, ale też, biorąc pod uwagę ograniczenia budżetowe, nie można odmówić twórcom tego, że przygotowali dla widzów rzetelnie skrojonego akcyjniaka. W dodatku z lekko komediowym zacięciem, choć w drugiej połowie filmu autorzy nagle postanowili z niego kompletnie umiejętnie gra kolorami i nie tylko mowa tu o krwistej czerwieni, choć tej nie brakuje. Sama przemoc czy postać głównego arcyłotra, Mr. Bluta, są tu komiksowo przerysowane, ale spełnia to swoją rolę, o ile oczywiście podchwycimy konwencję i stylistyczny nawias. Poziom filmu podnosi sam Mads Mikkelsen. Nie pierwszy to raz, gdy aktor wciela się w milczącego brutala. Tym razem także robi to z gracją i klasą. Jego zmęczone spojrzenie i wyraz twarzy idealnie pasują do człowieka, który większość życia spędził na zabijaniu na zlecenie. Niewielu znam aktorów, którzy potrafią wiarygodnie odtworzyć tego typu „bohaterów”, a Mikkelsen należy do tego ciekawe, na drugim planie towarzyszy mu w filmie Vanessa Hudgens w roli, w jakiej jej chyba jeszcze nie widzieliście. Gra stonowaną, wystraszoną i tajemniczą sąsiadkę głównego bohatera. Widzimy ją praktycznie bez makijażu, w niemalże depresyjnym stanie i z ewidentną traumą, która ją niszczy od środka. Całkiem przekonująca kreacja, tym bardziej jak na tego typu zmienia to jednak faktu, że „Polar” to wulgarna i brutalna jatka dla fanów gatunku, którzy nie oczekują filmu na miarę „Pulp Fiction”, nie zgrzytają zębami na sceny czyniące z kobiet obiekty seksualne i nie odwracają wzroku na widok przygważdżania ludzi do ścian czy wbijania szpikulców w świadom wad tego filmu, bawiłem się na nim zaskakująco udanie. Raczej nie planuję do niego wracać, ale też nie mam poczucia zmarnowanego czasu. Autorzy zostawili otwartą furtkę na kontynuację, aczkolwiek skłamałbym twierdząc, że na nią czekam z zapartym że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres
Wiadomość filmy i seriale 20 października 2021, 13:45 Ostatnio donosiliśmy, że Mel Gibson zagra w serialowym prequelu Johna Wicka. Teraz natomiast poznaliśmy główną obsadę miniserii o hotelu dla płatnych zabójców. Pełna obsada trzyczęściowego serialu z uniwersum Johna Wicka została ujawniona. Do Mela Gibsona (o którym pisaliśmy wczoraj) dołączył Colin Woodell (Stewardesa), który zagra główną rolę – młodego Winstona im będą: Hubert Point-Du Jour (The Good Lord Bird) jako Miles, Jessica Allain jako Lou, Mishel Prada (Vida) w roli KD, Nhung Kate (Housemaid) jako Yen i Ben Robson (Wikingowie) jako przedstawi brutalne losy młodego Winstona, który, jak wiemy z filmów z Johnem Wickiem, został właścicielem Continental – sieci hoteli dla asasynów. To, jak wszedł w ich posiadanie, pozostaje clue nadchodzącego prequela rozegra się wiele lat przed wydarzeniami z pierwszego Johna Wicka, a dokładniej w 1975 roku w Nowym Jorku, gdzie sprawy z przeszłości Winstona, które uważał za dawno zamknięte, zmuszą go do powrotu do przestępczego w reżyserii Alberta Hughesa (Księga Ocalenia) będzie się składać z trzech 90-minutowych odcinków, których łączny budżet wyniesie ok. 60 mln premiery The Continental nie została jeszcze ogłoszona.